Praca marzeń w XXI wieku

with Brak komentarzy

 

 

 

 

 

 

 

Wymarzona praca

 

Jak zmienia się świat, a wraz z nim nasze oczekiwania i potrzeby ?

Jak było kiedyś?

Zaraz po II wojnie światowej mój tata skończył technikum chemiczne i dostał nakaz pracy w innym mieście. Tak, dosłownie nakaz pracy w zakładach chemicznych, które zostały przejęte po niemieckim okupancie w Azotach na Opolszczyźnie.

I tak przepracował w jednym miejscu 40 lat. Zakład stale się rozwija, kryjąc w podziemiach zapomniane tajemnice

po czasach wojny. (Tam była linia produkcyjna cyklonu B.)

Tata zaczynał na wydziale amoniaku, potem poznawał kolejne i kolejne wydziały – aż w końcu poznał zakład jak własną kieszeń. Stał się inżynierem zawodu i kierował całym zakładem jako dyspozytor. Zakład pracy wyznaczał rytm życia naszej rodziny, bo tata pracował na trzy zmiany.

Dostając nakaz pracy nie myślał o tym, że nie skorzysta, bo… nikt w realnym socjalizmie nawet by o tym nie pomyślał. Wszyscy mieli zapewnioną pracę, nie musieli się o to martwić. Jednak ktoś wtedy zdecydował za niego. I to było oczywiste. Powszechnie nikt się  nie buntował. Szedł do tej, czy innej fabryki i wypełniał 100% planu a może i więcej, jeśli był przodownikiem pracy.

Taki był poziom rozwoju osobistego. Na tyle sobie pozwalaliśmy.

A jeśli ktoś chciał więcej wolności, musiał ryzykować nawet życie.

To jest też tak, że skoro wszyscy mieli „to samo”, dzielili wspólny los, to takie okoliczności uznawali za normalne i … nie zauważali tego, że można chcieć więcej. Że można mieć większe wymagania.

W takim duchu ukształtowali swój światopogląd.

Jestem przekonana, że następne pokolenia, które przyjdą po nas, będą pracować w jeszcze innych warunkach, które sobie wynegocjują, wywalczą, może nawet będzie kolejna rewolucja?

Zaczynaliśmy od pańszczyzny, niewolnictwa, przez XIX wieczne fabryki w tragicznych warunkach pracy, przez komunizm po gospodarkę rynkową, która dzisiaj ustępuje miejsca…korporacjom.

Mimo wszystko i tak przechodzimy wciąż na wyższy poziom i oby tak zostało.

Ale moje pytanie brzmi: dokąd zmierzamy teraz?

Dlaczego pozwalamy na bogacenie się wielkich koncernów, kosztem taniej siły roboczej? Dlaczego korporacje muszą maksymalizować zyski, gromadzić miliardy? Co więcej, korporacje zostały skazane na hipokryzję. Mogą robić coś dobrego dla innych tylko wtedy, kiedy to służy tworzeniu ich wizerunku. I co jeszcze gorsze, ten styl korporacyjnego, zakłamanego, skrajnie interesownego myślenia zaraża zwykłych ludzi.

(Źródło: Jacek Żakowski, Na lewo od ściany, polityka.pl, 6 lipca 2004)

Totalitaryzm jest wrogiem ludzkości. A XX wiek stworzył trzy formy totalitaryzmu: faszyzm, bolszewizm i korporacje. Jedna z nich wciąż istnieje.

Czy to jest konieczne?

Kiedy runie ten cały korporacyjny model nowoczesnych form wyzysku człowieka?

 

Bardzo dobrze, że masz oczekiwania wobec pracodawcy i nie masz oporu, żeby mu o tym komunikować.

Szukając pracy też miałam swoje wymagania. Chciałam mieć mentora, od którego mogłabym się uczyć i rozwijać pracując w przyjaznej atmosferze. Od szefa oczekiwałam klarownych komunikatów, czasu na zaadaptowanie się w nowym miejscu, jasnego wyznaczania celów. Dlatego to lepiej dla Ciebie, że potrafisz wyrazić głośno swoje zdanie. Jednak tak, jak dla mojego taty oczywiste było to, że musiał podjąć tamtą pracę, tak dla nas oczywiste jest to, że pracuje się dla korporacji, która bogaci się kosztem wybranych umiejętności i czasu, ale… bez wzajemności. Czemu godzimy się na to, że nic od nas nie zależy, czemu oddajemy naszą wolną wolę, kreatywność, inicjatywę i czas – tak dobrowolnie za ułudę bezpiecznego przetrwania?

Nie poprzestawaj na tym, co masz.

W moim odczuciu korporacyjny model pracowania też kiedyś upadnie, jak cywilizacje i totalitaryzmy.

Tak, jak skończyliśmy z feudalizmem, niewolnictwem. Nadal wolniej czy szybciej wchodzimy na wyższe szczeble naszego humanizmu.

Mamy coraz większe oczekiwania, chcemy zaspokoić nasze najgłębsze ludzkie wartości, których nie mamy siły ani powodu dłużej ukrywać.

 

   Prawie zawsze wyobrażałam sobie jak chcę, żeby wyglądało moje życie.

Zawsze pragnęłam czegoś  innego.

Po maturze zdawałam na psychologię, bo o tym marzyłam. Ale niestety nie dostałam się, bo mimo zdanego egzaminu, zabrakło mi punktów. Więc cóż- marzenia nie zawsze się dają spełnić?

Zastanawiałam się, co będzie dalej…
Zanim pomyślałam jeszcze o studiowaniu psychologii wyobrażałam sobie, jak to jest pracować w telewizji.

Jednak nie miałam takiej wiary w siebie, żeby potraktować tą myśl na poważnie. A jednak… Po nieudanym starcie na psychologię, tym razem Wydział Radia i Telewizji ogłosił nabór na dodatkowe studia zaoczne -organizację produkcji filmowej i telewizyjnej…

 

I tak psychologiczna porażka przekuła się w przygodę. W czasie studiów w 1996 roku zaczęłam praktykę w telewizji regionalnej we Wrocławiu. I wsiąknęłam na 16 lat. Praca w telewizji była dla mnie jak narkotyk. Początkowe lata to był „złoty wiek”, ale niestety z każdym rokiem firma zaczęła podupadać.

Kiedyś koleżanka opowiadała mi jak studiuje wieczorowo psychologię na Uniwersytecie Wrocławskim.

Jedno tylko wiedziałam, muszę tam być i spełnić moje dawne marzenie.

Bo… marzenia jednak pamiętają o Tobie!

Przez 5 lat codziennie po pracy chodziłam na uczelnię.

W czasie studiów, urodziła się Michasia i Pawełek. Nie przerywałam nauki i jednocześnie do pracy wróciłam po 14 tygodniach macierzyńskiego, a kiedy urodził się Pawełek, w tydzień po porodzie już pracowałam. Telewizja to fantastyczny kołowrotek, a emisja musi się odbywać, czy rodzisz, czy chorujesz. Jednak brakuje czasu dla najbliższych.

Pamiętam, to musiało być w marcu 2006r, organizowaliśmy film dokumentalny. Pawełek miał dosłownie 2 miesiące, a ja dumna mama biegałam pomiędzy pracą, studiami i żłobkiem. Mam przed oczami taką scenkę: tamtego poranka odkładam dwumiesięcznego synka do wózka i lecę w świat. Ta chwila kołacze się w moim sercu do dzisiaj. Takich chwil było całe mnóstwo, ale pamięć je znieczuliła. Właśnie wtedy przestałam wyobrażać sobie, jak miałaby wyglądać przyszłość?

Tymczasem mój mąż wyjechał do Warszawy, do pracy i zostałam z dwojgiem malutkich dzieci prawie zupełnie sama.

Popadłam w rutynę dnia codziennego i powoli odkrywałam, że jadę donikąd. Poczułam, że muszę uciec z tej oazy, która choć doskonale mi znana i taka bezpieczna, stała się mentalną pustynią.

I przeprowadziliśmy się do Warszawy. Zamknęłam z ulgą tamten rozdział mojego życia. Jednak nie miałam wizji swojej przyszłości i totalnie żadnego planu. Nie żałuję kroku w nieznane, choć długo czułam się, jak na rozdrożu. Coraz bardziej nie widziałam siebie w korporacji, bo na samą myśl o pracy jako trybik w narzuconej strukturze czułam wstręt, niechęć i blokadę. Kiedy poszłam na rozmowę  do dużej korporacji medialnej i zobaczyłam wielką halę bez okien, gdzie roi się od ludzi siedzących w rzędach dosłownie łokieć przy łokciu, tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że nie o to mi w życiu chodzi. Nie będę zostawiać dzieci z kluczem na szyi po to, żeby poświęcać moją energię na „karierę”. I tak zastygłam w letargu. Moja tożsamość zawodowa rozsypała się w mak. Przyszedł kryzys, smutek, pustka i lęk, czułam się nikim. A z drugiej strony…

Miałam wreszcie czas, żeby odrobić tamte nieobecne chwile z moimi dziećmi i żeby usłyszeć mój wewnętrzny głos. Dokąd tak naprawdę chcę dotrzeć? Dopiero w tym bezruchu zdałam sobie sprawę, że muszę zmienić moje myślenie. Tak jak wymienia się oprogramowanie w komputerze. Chciałam znaleźć nowy cel – na tyle mocny i wartościowy, żeby wydostać się z mojego otępienia. Ale co mogłabym robić? Czy istnieje „coś”, co jest dostatecznie ważne, rozwojowe i przynosi dochody bez ograniczeń? Jak pogodzić rozwój osobisty, zarabianie, pomaganie i nawet dobrą zabawę?

Jak tu robić coś innego niż wszyscy?

Postanowiłam zacząć małymi kroczkami wydostać się z tej matni i nauczyć się czegoś nowego. Podjąć wyzwanie.

Chcę stworzyć zespół z energetycznymi ludźmi. To ma być flow!

Moje gorące pragnienie pokonania własnej niemocy i słabości obudziło się i mnie zawołało.
Poczułam jak nareszcie kiełkuje ten płomień energii.

A wszystko dzięki Rexowi.

Patrzę na zdjęcie uśmiechniętego seniora w eleganckiej marynarce z olbrzymim pierścieniem na palcu. Co można wyczytać ze spojrzenia jego niebieskich oczu?

Czasami musimy odłożyć nasze marzenia, plany i skupić się na realnym życiu. Musisz przecież utrzymać rodzinę, płacić rachunki, a nie chodzić z głową w chmurach. Robisz to, co wszyscy, bo tak jest skonstruowany świat. Na gali Rex opowiadał, jak poznał smak ciężkiej pracy, kiedy pomagał  ojcu na farmie. Miał zawsze zwolnienie ze szkoły, żeby pracować w rodzinnym gospodarstwie. Nosił zraszacze na pole. Bez tego nie wyrosłoby zboże i nie byłoby pieniędzy i tak dalej.  Rex nauczył się, że nie ma pracy na skróty.
Rex bardzo chciał zostać lekarzem, ale nie mógł sobie pozwolić na 12 lat nauki. Miał wtedy żonę i synka na utrzymaniu. Zainteresował się podatkami i został biznesmenem pracując w korporacji. Szło mu całkiem nieźle. Następnie wiele lat przepracował w korporacji zajmującej się nieruchomościami osiągając tam pozycję wiceprezesa. Czego chcieć więcej?

Czy jest sens cokolwiek zmieniać?

Tamtego popołudnia znajomi zaprosili Rexa na spotkanie, aby opowiedział, ile czasu zajmuje mu zarobienie 100 tysięcy dolarów. I wtedy przeanalizował, w jaki sposób można zarabiać więcej w krótszym czasie i jednocześnie mądrze pomagać innym. Rex opracował biznesplan swojej przyszłej firmy, w której… nie wiedział jeszcze, co będzie produkować…

Chciał, żeby ludzie mogli zarabiać, pomagać sobie, dzielić się radością i nadzieją na lepsze jutro.  Zaczął poszukiwania idealnego produktu. Wtedy zapewne przypomniał sobie, że zawsze chciał zostać lekarzem, więc … odkupił patent od lekarzy, którzy odkryli, w jaki sposób stabilizować żywy liść aloesu bez utraty jego leczniczych własności. Było to duże ryzyko, bo butelki z aloesem stojące w sklepach pokrywał kurz. Ludzie nie wiedzieli, po co w ogóle jest ten aloes?

Jednak Rex zdecydował, że to jest właśnie to – choć wszystko wskazywało, że to pomysł – niewypał.

I tak się zaczęło w 1978 roku- od trzech pierwszych produktów.

Aloes, który odkrył Rex, jest dziś znany w 160 krajach. Ludzie cieszą się zdrowiem, uśmiechem, energią i spełniają marzenia.

40 lat temu Rex zamienił pewną i wysoką pozycję w korporacji na realizację marzenia i wizji nowego biznesu. Stworzył dochodowe środowisko, w którym do dziś każdy może być tym, kim pragnie, zachowując swoją godność. Środowisko, w którym przyświeca hasło uczciwości, empatii i jednocześnie dobrej zabawy. Daje szansę każdemu, kto chce się rozwijać biznesowo i poprawiać samopoczucie.
Ludzie pytają, no dobrze, ale gdzie jest ten haczyk? To niemożliwe, brzmi jak bajka.

Kiedy dowiedziałam się o aloesie, byłam w totalnym dołku, bo na dokładkę moje zdrowie boleśnie przypomniało o sobie.
Zastanawiałam się, czy to jest dla mnie? Czy lepiej wybrać aloes, czy testowanie nowego leku biologicznego w kolejnym szpitalu?
Ta znana od tysięcy lat roślina pomagała Kleopatrze i Aleksandrowi Wielkiemu, dlaczego nie mogłaby pomóc mnie?
Zadecydowałam,  bo lubię szukać innej drogi niż utarte i znane.
I kiedy po 10 latach błąkania się po lekarzach w 9 dni doprowadziłam do remisji choroby, też nie mogłam uwierzyć.

A jednak wreszcie od 10 lat przestałam chodzić co miesiąc do dermatologa po nowe leki. Mogę ubrać sukienkę nawet z gołymi plecami i czuć się swobodnie!
Wciąż jednak podświadomie czekałam, kiedy ta bajka pryśnie i choroba znowu mnie zaskoczy.
A tu… Minęły już 3 lata i doszło do mnie, że to już musi być koniec, bo zwyczajnie zapomniałam o tym.
Aloes okazał się moim odkryciem i ratunkiem, bo taka była moja decyzja.

Uwolniłam się od choroby i odnalazłam środowisko, w którym czuję się sobą.

Szukając tej innej, własnej ścieżki zawodowej, zachwyciłam się misją i pomysłem Rexa na zdrowie i biznes bez ograniczeń.

Biznes, który łączy ludzi na całym świecie.
Po prostu chcę osobiście wyznaczać możliwości mojego rozwoju zawodowego.

Jestem przekonana, że zawsze można inaczej.

 Poznajmy się!

 

Pozdrawiam Cię

Olga

 

 

Leave a Reply