Atopowe Zapalenie Skóry

Alergia, atopowe zapalenie skóry …

 

Historia Olgi, czyli moja

Mówi się, że atopowe „przechodzi” wraz z wiekiem. Ale moje wraz z wiekiem obudziło się z letargu. Jak demon jakiś. Czaiło się od dzieciństwa. Dojrzewało przez lata w postaci chronicznego kataru, piekących oczu, suchej skóry- podrażnionej i swędzącej. Zwykle latem łagodniało. Dzięki słońcu. Dzięki maściom jakoś usypiało. 

Ale tym razem nic z tego. Upał w mieście sprawiał, że kropelki potu jeszcze bardziej drażniły. A w zimie kaloryfery i suche powietrze. I tak chodziłam od lekarza do lekarza. Przez kilka lat. Na początku nawet nie wiedziałam co mi dolega? Nie miałam czasu zająć się sobą. No bo co to jest? Od tego się nie umiera, a to, że tylko mocno swędzi, wysycha i piecze jeszcze można jakoś przetrzymać… I pędziłam dalej. Praca, studia, praca. A potem przyszła na świat Córka. I Syn. I Krach. Poczułam się bez sił.

Dzieciaki zebrały ze mnie wszystko, co najlepsze i najpotrzebniejsze do rozwoju. Może mogłam im dać więcej, gdybym tylko wiedziała wtedy co? Ale urodziły się zdrowe i to było najważniejsze. Cieszyłam się i cieszę tymi cudami natury. Jedynie to zapomniałam o sobie i swoim zdrowiu. Wszystkie magazyny minerałów i witamin jakie miał mój organizm zostały opróżnione. Dla mnie niewiele zostało. I wtedy obudziła się wygłodniała ona. Latami uśpiona, moja niewdzięczna i nieproszona towarzyszka życia. Atopia.                                                                                                                                 Ignorowałam ją, bo przecież od tego się nie umiera… Ale ona postanowiła dać mi wycisk. Trudno to zrozumieć komuś, kto ma „normalną” skórę. Nie zauważa, że ją w ogóle ma. Wydaje się to takie oczywiste i bezsporne. Skóra – widoczny symbol naszego wewnętrznego zdrowia i harmonii. To skóra pozwala nam poznawać świat, odbiera doznania, budzi uczucia. Dotykiem daje poczucie bezpieczeństwa. IIe więc ma połączeń nerwowych? Ile neuronów czuciowych. Ile miłości może poczuć i ile bólu i cierpienia jednocześnie.                                                                                                            Wtedy pamiętam całe lato i jesień w 2010r to były tortury. Moja skóra na całym ciele była podrażniona do granic mojej wytrzymałości. I swędziała w nieskończoność. Jakby ugryzło cię miliony komarów. Tylko, że ukąszenie komara w końcu przechodzi. A atopia nie. Jest Bezwzględna, władcza i apodyktyczna. Żądna krwi. Zawistna i podła. I niczym nie da się jej obłaskawić na stałe. Niczym. Drapiesz się, a to nie przechodzi. I myślisz: może jak się bardziej podrapię to przejdzie. Nie , nie… już nie mogę wytrzymać…! A skóra jest taka sucha i pęka jej serce, i krew się już leje i widzisz już to, co pod skórą… Ale ona dalej swędzi i dalej widzisz już swoje gołe tkanki i rozumiesz, że nie możesz dalej drapać. Bo co, będziesz zanurzać paznokcie we własnej krwi?  Tortury swędzenia nadal trwają. I nadal. I gdzie tu się schronić, czym się okryć, co ubrać? Nie daję rady nosić tych ubrań, które dotychczas. Bo to kolejna tortura. Tak, wydaje się, że te mikroskopijne włoski delikatnej bawełny to papier ścierny albo wystające gwoździe. W nocy jest najgorzej. Czuję każdą z bilionów moich komórek. Pościel jest jak łoże średniowiecznych tortur. Co noc nie mogę spać, zażywam signopam. Na prześcieradle i kołdrze co rano nowe ślady krwi. Rany się sączą. W ciągu dnia zażywam 150 mg środka na uspokojenie. To duża dawka. Wsiadam w samochód i jadę do pracy. Nie, nie czuję się senna. Wręcz na odwrót. Jestem pobudzona. Dzisiaj po zażyciu 25 mg poszłabym spać. A tu nic.  Mój układ nerwowy już nie daje rady. Poddaję się. Proszę moją matkę, żeby nikomu nie oddawała dzieci. Gdybym umarła. Załamałam się. Bo jak tu żyć? Opiekować się dziećmi, pracować, realizować marzenia. Mąż pracuje w Warszawie i przyjeżdża co 2 tygodnie na 2 dni. A ja się rozpadam za życia. Bo nic nie pomaga. Dermatolog odsyła do alergologa, alergolog jest bezradny przepisuje mi tonę leków antyhistaminowych, na uspokojenie, na sen, na astmę. Nie pomagają żadne maści ani tabletki. Atopia rządzi. Przypomniało mi się, że jeszcze zostaje szpital. Idę do przychodni. Wypłakuję się lekarce. Ona załatwia mi na cito skierowanie i miejsce w kolejce w poradni dermatologicznej w szpitalu. Na drugi dzień dostaję lek… Mój układ odpornościowy w tydzień uspokaja się. Przestaje mnie atakować. Atopia zasypia na 4 lata dopóki jem eqoral.

Warszawa. W pół roku po przeprowadzce skończył się zapas leku. Po następnym pół roku objawy wracają. Zaczyna się od dłoni. Są całe w bąblach z ropą. Potem ramiona. Skóra schnie i swędzi, kawałek po kawałku. Boże, kiedy to się skończy? Szukam nowego dermatologa, żeby zdobyć equoral. W poradni w szpitalu dowiaduję się, że nie mogę dostawać mojego leku dłużej niż na kilka tygodni, bo jest „bardzo obciążający”. Dziwię się, bo doktorka we Wrocławiu przepisywała mi go przez 4 lata. Byłam pod obserwacją i świetnie go tolerowałam. Ale nie, ta warszawska doktorka jest młoda i pewna siebie. Przepisuje mi jakieś maści, które nie działają. Skóra mnie pali, jakby polana kwasem. Mówię jej, że to nie pomaga, a ona mi dalej każe to używać. Więc biorę receptę i udaję, że używam.  Bo dla dermatologa jestem jedynie skórą, a nie człowiekiem, który cierpi. Mam totalne pogorszenie. Tym razem dopada mnie na twarzy. Skóra schodzi płatek po płatku, nawet z powiek się złuszcza. Mam wrażenie, że zaraz popęka, jak sucha ziemia. Wyglądam jak jaszczurka. Bo w atopii tak jest. Pęka skóra między palcami, płatek ucha, skóra za uchem. Po prostu pęka i nie chce się goić. Cały czas coś się sączy. Smaruję co chwilę. A krem się w ogóle nie wchłania. Zostaje na powierzchni. Nie, nie mogę doprowadzić do totalnego pogorszenia. Jeszcze raz tego nie zniosę. Nie będę się bezradnie przyglądać aż zejdzie mi skóra. Zastanawiam się dlaczego nic nie pomaga. Boże, dlaczego medycy przepisują mi wciąż tylko to, co nie działa!!! Współczesna medycyna jest po prostu bezradna. Czy już nic się nie da zrobić? Co sprawia, że budzi się ten potwór? Jak mam go obezwładnić? Odnoszę wrażenie, że nawet wiedza medyczna na nic się tu zdaje, więc co ja sama jeszcze mogę? Coś we mnie pęka. Buntuję się. Muszę zrobić „coś innego”, bo przecież te doktory doprowadzą mnie na skraj wytrzymałości! Nie będę robić w kółko tego, co nie pomaga!

Przypadkiem koleżanka zabiera mnie na wykład o zdrowym stylu życia. W pierwszej chwili nie dowierzam. O co tu chodzi? Że co ? Że niby taki aloes pomaga odzyskać równowagę, homeostazę? Że wspiera jelita i pomaga na odporność, zawiera ponad 200 biologicznie czynnych składników? I co ? Wystarczy zregenerować jelita i cała reszta sama się wyprowadzi na prostą? Zastanawiam się, co wybrać: testowanie biologicznego leku w szpitalu przez pół roku, czy w 9 dni aloesowy detoks?

Zaczynam rozumieć, że jednak mogę coś zrobić: dokonać wyboru, wziąć odpowiedzialność za swoje zdrowie. Moje zdrowie jest moją osobistą wartością, nie należy do doktorów ze szpitali. Biorę to.                                                                  Mija 9 dni. I…? 

O 4 kilo toksyn mniej, skóra gładka, energia mnie rozpiera. Odzyskałam dawną siebie! Co za ulga…

co by się nie działo, Aloe Barbadensis Miller będzie ze mną. Warto wypróbować innego spojrzenia na stare kłopoty.

Pobierz bezpłatnie mój krótki e-book Atopowe Zapalenie Skóry Jak Doprowadziłam Do Remisji  i weź odpowiedzialność za swoje zdrowie.

 

 Pozdrawiam Cię aloesowo ♥

Olga