Atopowe Zapalenie Skóry

Alergia, atopowe zapalenie skóry …

 

Historia Olgi, czyli moja

 

„Coś innego” – podobno mówiłam do mamy, kiedy ledwie zaczęłam mówić. Chciałam w ten sposób powiedzieć, żeby dała mi po prostu inną zabawkę.  Musiałam robić tak często, bo kiedy wyszłam za mąż, mama żartowała, żebym za miesiąc nie powiedziała: „innego”.

Wrocław. Mówi się, że atopowe „przechodzi” wraz z wiekiem. Ale moje wraz z wiekiem obudziło się z letargu. Jak demon jakiś. Czaiło się od dzieciństwa. Dojrzewało przez lata w postaci chronicznego kataru, piekących oczu, suchej skóry- podrażnionej i swędzącej. Zwykle latem łagodniało.                 

Ale tym razem nic z tego. I tak chodziłam od lekarza do lekarza przez kilka lat. Na początku nawet nie wiedziałam co mi dolega? Nie miałam czasu o siebie zadbać. Brałam kolejną maść i kolejną. Ignorowałam ją, bo przecież od tego się nie umiera… a to, że tylko mocno swędzi, wysycha i piecze jeszcze można jakoś przetrzymać… I pędziłam dalej. Praca, studia, praca. A potem urodziły się moje dzieci. Cieszyłam się i cieszę tymi cudami natury.

I tu wyczerpałam swoją energię do walki z chorobą. Wszystkie magazyny jakie miał mój organizm zostały opróżnione. I wtedy obudziła się wygłodniała ona. Moja niewdzięczna i nieproszona towarzyszka życia. Atopia. Ale tym razem postanowiła dać mi wycisk. Trudno to zrozumieć komuś, kto ma „normalną” skórę. Nie zauważa, że ją w ogóle ma. Wydaje się to takie oczywiste i bezsporne. Skóra – widoczny symbol naszego wewnętrznego zdrowia i harmonii. To skóra pozwala nam poznawać świat, odbiera doznania, budzi uczucia. Dotykiem daje poczucie bezpieczeństwa. Ile neuronów czuciowych. Ile miłości może poczuć i ile bólu i cierpienia jednocześnie.                                                  Moja przypominała mi codziennie jak dziwnie muszę wyglądać. Do pracy chodziłam w wielkich ciemnych okularach, jak ofiara przemocy, żeby nie trzeć bezwiednie oczu i nie pokazywać opuchlizny. Starałam się z całych sił, żeby nie okazywać mojego bólu i  bezsilności przed dziećmi. Nie chciałam się rozkleić, bo to nie w moim stylu i tak by nic nie pomogło.                                                                             

Wtedy pamiętam całe lato i jesień w 2010r to były tortury. Moja skóra na całym ciele była podrażniona do granic mojej wytrzymałości. I swędziała w nieskończoność. Jakby ugryzło cię miliony komarów. Tylko, że ukąszenie komara w końcu przechodzi. A atopia nie. Jest Bezwzględna, władcza i apodyktyczna. Żądna krwi. Zawistna i podła. I niczym nie da się jej obłaskawić na stałe. Niczym. Drapiesz się, a to nie przechodzi. I myślisz: może jak się bardziej podrapię to przejdzie. Nie , nie… już nie mogę wytrzymać…

Tortury swędzenia nadal trwają. I gdzie tu się schronić? Nie daję rady nosić tych ubrań, które dotychczas. Tak, wydaje się, że te mikroskopijne włoski delikatnej bawełny to papier ścierny albo wystające gwoździe. W nocy jest najgorzej. Czuję każdą z bilionów moich komórek. Pościel jest jak łoże średniowiecznych tortur. Co noc nie mogę spać, zażywam tabletki na sen. Na prześcieradle i kołdrze co rano nowe ślady krwi. W ciągu dnia zażywam proszki na uspokojenie, a mimo to czuję się skrajnie wyczerpana i niespokojna. Wsiadam w samochód i jadę do pracy.                                                    

Mój układ nerwowy już nie daje rady. Poddaję się. Proszę moją matkę, żeby nikomu nie oddawała dzieci. Gdybym umarła. Załamałam się. Bo jak tu żyć? Opiekować się dziećmi, pracować, realizować marzenia. Mąż pracuje w Warszawie i przyjeżdża co 2 tygodnie na 2 dni. A ja się rozpadam za życia. Dermatolog odsyła do alergologa, alergolog jest bezradny przepisuje mi tonę leków antyhistaminowych, na uspokojenie, na sen, na astmę. Nie pomagają żadne maści ani tabletki. Atopia rządzi. Jeszcze zostaje szpital. Wypłakuję się lekarce. Dostaję lek… Mój układ odpornościowy w tydzień uspokaja się. Przestaje mnie atakować. Atopia zasypia na 4 lata .

Warszawa. W pół roku po przeprowadzce skończył się zapas leku. Po następnym pół roku objawy wracają. Zaczyna się od dłoni. Są całe w bąblach z ropą. Potem ramiona. Skóra schnie i swędzi, kawałek po kawałku. Boże, kiedy to się skończy? Szukam nowego dermatologa, żeby zdobyć lekarstwo. W szpitalu dowiaduję się, że nie mogę dostawać mojego leku dłużej niż na kilka tygodni, bo jest „bardzo obciążający”. Dziwię się, bo doktorka we Wrocławiu przepisywała mi go przez 3 lata. Byłam pod obserwacją i świetnie go tolerowałam. Ale nie, ta warszawska doktorka jest młoda i pewna siebie. Przepisuje mi jakieś maści, które nie działają. Skóra mnie pali, jakby polana kwasem. Mówię jej, że to nie pomaga, a ona mi dalej każe to używać. Więc biorę receptę i udaję, że używam.  Bo dla dermatologa jestem jedynie skórą, a nie człowiekiem, który cierpi. Mam totalne pogorszenie. Tym razem dopada mnie na twarzy. Skóra schodzi płatek po płatku, nawet z powiek się złuszcza. Wyglądam jak jaszczurka. Jak tu spojrzeć ludziom w oczy, jak podać rękę? Zastanawiam się jak mnie odbiera trener mojego syna, z którym rozmawiałam. Mam nadzieję, że nie myśli, że to zaraźliwe…

Nie, nie mogę doprowadzić do totalnego pogorszenia. Jeszcze raz tego nie zniosę.

Nie będę się bezradnie przyglądać aż zejdzie mi skóra. Zastanawiam się dlaczego nic nie pomaga. Boże, dlaczego medycy przepisują mi wciąż tylko to, co nie działa!!! Współczesna medycyna jest po prostu bezradna.   Czy już nic się nie da zrobić? Co sprawia, że budzi się ten potwór? Jak mam go obezwładnić? Odnoszę wrażenie, że nawet wiedza medyczna na nic się tu zdaje, więc co ja sama jeszcze mogę?

Przypadkiem koleżanka zaprosiła mnie na wykład o zdrowym stylu życia. Poszłam bez przekonania.        

W pierwszej chwili nie dowierzam. O co tu chodzi? Że niby napój z aloesu pomaga odzyskać równowagę i odtruwa z toksyn? Wspiera jelita i pomaga na odporność. Wystarczy zregenerować jelita i ciało odzyska siły. Coś we mnie pęka. Buntuję się. Muszę zrobić „coś innego”, bo przecież te doktory doprowadzą mnie na skraj wytrzymałości! Nie będę robić w kółko tego, co nie pomaga!

Zaczynam rozumieć, że jednak mogę coś zrobić: dokonać wyboru, wziąć odpowiedzialność za swoje zdrowie. Moje zdrowie, nie należy do doktorów ze szpitali. Postanowiłam przetestować ten program aloesowy na sobie. Przetestowałam już całą aptekę, to co mi tam – to tylko na 9 dni. Jeśli nic nie wyjdzie, to zgodzę się na testowanie eksperymentalnego leku biologicznego w szpitalu.                          

Przez pierwsze dwa dni jem tylko to, co jest w programie oczyszczającym, czyli piję wodę, aloes i odżywkę ,i zioła. Jestem jakby spokojniejsza. W 7 dniu zapomniałam, że wcześniej byłam zwykle zmęczona i nie miałam na nic siły. Robiłam dzieciom domowe lody czekoladowo-śmietankowe i chciało mi się skakać!  Pamiętam moją energię, radość i dumę, że wytrzymałam i nie polizałam!

I jakie mam efekty po 9 dniach? Schudłam 4 kilo. To normalne, bo Aloes oczyścił i zregenerował moje komórki, tłuszczowe też. Skóra uspokoiła się, wygładziła, wróciła moja energia i uśmiech. Zastanawiałam się, czy to możliwe, że to już koniec? Czy ona nie wróci? Żyję w niepokoju przez jakiś czas, bo…          

Uświadomiłam sobie, że minęły już 3 lata, a ja zapomniałam o chorobie. Odzyskałam moje życie! Co za ulga!

Już wiem, że co by się nie działo Aloe Barbadensis Miller będzie ze mną na zawsze. Czuję się mega bezpieczna, bo trafiłam w końcu na „coś innego”.

 

 

Dziękuję sobie, że nie poddałam się, chociaż straciłam nadzieję i byłam bliska załamania. Znalazłam jednak w sobie jeszcze jedną iskrę nadziei i siłą woli podjęłam tą próbę. Pomyślałam to tylko 9 dni. Dałam mu 9 dni. Chociaż od 10 lat było coraz gorzej. Musiałam zrobić coś innego.

Pobierz bezpłatnie 

e-book Atopowe Zapalenie Skóry Jak Doprowadziłam Do Remisji  

i weź odpowiedzialność za swoje zdrowie.

 

Pozdrawiam Cię aloesowo 

Olga

 

Leave a Reply